Instalacja wewnętrzna, podłączenie, napełnienie

Rozdzielacz

Jak pisałem, rury dolnego źródła zostały poprowadzone bezpośrednio do wnętrza budynku bez zastosowania studzienki zbiorczej. Stwierdziłem, że studzienka tylko skomplikuje całą instalację i nie przyniesie żadnego pożytku. Jak na razie jestem z tej decyzji zadowolony. Rozdzielacz został złożony z rury PE40 oraz skręcanych złączek. Była to w teorii najłatwiejsza metoda budowy rozdzielacza nie wymagająca użycia sprzętu do zgrzewania i drogich komponentów. Niestety okazało się, że skręcane złączki bardzo ciężko poskręcać tak, żeby z nich nie ciekło. Gdy nie ciekło z jednej, zaczynało kapać z drugiej – po prostu masakra. Okazało się że niektóre złączki są dobre – działały od razu, a niektóre (innej firmy) kompletnie do kitu – aż tak, że trzeba było je wyrzucić bo zawsze się rozciekały. Trudno mi powiedzieć jak przed kupnem rozpoznać złączki dobre… Po pewnej ilości poprawek z rozdzielacza nie cieknie, ufff…. Gdybym miał składać rozdzielacz ponownie, to prawdopodobnie zastosowałbym raczej coś innego – chyba zgrzewane złączki i rurę PP, choć w sumie ten rozdzielacz działa.
Rury zbiorcze rozdzielacza nie są poziome, lecz poprowadzone są pod kątem umożliwiającym spływanie powietrza do odpowietrzników. Rury DZ leżące w piwnicy na razie nie zostały niczym zaizolowane, więc się roszą, ale też i wysychają gdy PC nie działa. Na razie nie widzę problemów z tym związanych. W ubiegłym sezonie pokrywały się cieniutką warstewką lodu – też w niczym nie przeszkadzał. Kiedyś się wezmę, i je pewnie zaizoluję. Mamy rok 2014, a izolacji na rurach wciąż nie położyłem i chyba już nie położę. W piwnicy mam bardzo sucho, więc na rurach nie ma się co wykraplać – w czasie pracy pc minimalnie się roszą, ale nic z nich nie kapie, a rosa szybko wysycha. Mój rozdzielacz czasem jest podawany jako przykład partactwa. Fakt, mógłby być piękniejszy, gdybym go robił dziś, to pewnie by tak było, ale skoro jest, to niech sobie będzie 😉 Oczywiście klientowi bym czegoś takiego nie sprzedał, ale na szczęście nie jestem instalatorem.

Efekt prac:

Obiegówka DZ to pompa Wilo Star RS25/6, pracuje na 3-cim biegu i zużywa 93W. Różnica temperatur DZ wynosi 2-3-4 stopnie, więc przepływ jest wystarczający.
Popełnione błędy:
– męczące skręcanie złączek – ale w sumie zadziałało, więc nie jestem przekonany czy to błąd
– użycie teflonu do uszczelniania połączeń skręcanych – lepsze są konopie, bo nie cieknie (może po prostu nie umiem używać teflonu)
– brak zaizolowanych rur – powód: lenistwo, kiedyś może to zrobię…

W międzyczasie, gdy już kolektor został wykonany udało mi się przez przypadek nabyć pompę ciepła Stiebel Eltron WPWE 8K ze sterownikiem. Nie jest to może najnowszy model StE, ma jeszcze kompresor tłokowy, ale jest OK – jestem bardzo zadowolony z nabytku. Po kilku latach pracy pompa niestety straciła moc – prawdopodobnie padła sprężarka. Nie naprawiłem jej, tylko udało mi się kupić ten sam model, lecz 11kW – WPWE 11k i użytkuję ją od 2012 roku.
Wrazając do kolektora musiałem podjąć decyzję czym go napełnić. Niedaleko mam POCh w Gliwicach, więc można było tanio nabyć dowolny glikol. Instalacje zwykle są napełniane roztworem glikolu etylenowego, czasem roztworem gotowej mieszanki (np.Ergolidu). Roztwór nie powinien zamarzać w temperaturze -15 -18 stopni, więc wystarczy stężenie koło 30%. Roztwór powinien być wykonany z wodą demineralizowaną, którą można kupić lub wyprodukować samemu. Ja zdecydowałem się na produkcję wody za pomocą filtra RO, który nabyłem na allegro za około 150zł. Glikol jednak nie dawał mi spokoju i w sieci przeczytałem, że w instalacjach przemysłowych stosowany jest czasem roztwór metanolu. Dotarłem gdzieś też do artykułu porównującego glikole, etanol, metanol, w którym stwierdzono, że metanol jest najlepszy (najmniejsze opory tłoczenia i transport ciepła), a następnie etanol, glikol etylenowy i na końcu najgęstszy propylenowy. Ze względu na toksyczność metanolu nie brałem pod uwagę. Glikol etylenowy jest również silnie trujący i są rejony na świecie gdzie jest po prostu zakazany do napełniania DZ, więc też mnie jakoś nie pociągał (ewentualne zatrucie, skażenie przy wycieku itp.). Został propylenowy i etanol. Etanol był tańszy i ma lepsze parametry (transport ciepła i opory tłoczenia), więc eksperymentalnie padło na rozcieńczalnik spirytusowy skażony bitreksem, propanolem i glikolem (produkt z allegro). Nie jest to jakiś tam denaturat, pachnie jak normalna wódka, ale jest strasznie gorzki. 200l.

Szacunkowe koszty wykonania rozdzielacza, doprowadzenia rur DZ do pompy ciepła, napełnienia kolektora płynem:
– złączki + zawory około 500-700zł
– zbiornik wyrównawczy około 150zł
– obiegówka koło 300zł
– płyn niskozamarzający:
– 200l rozcieńczalnika spirytusowego (spirytus skażony) około 650zł
– 600l wody przefiltrowanej filtrem RO – około 3zł
– zakup filtra RO 150zł
– zakup pompy do wody brudnej 800W, wykorzystanej do napełniania kolektora – 70zł
SUMA za podłączenie kolektora + rozdzielacz: koło 2000zł

Napełnienie i odpowietrzenie DZ. Początkowo wydawało się to proste.
Korzystając z instrukcji obsługi/instalacji do pomp chyba Nibe, złożyłem układ napełniająco-odpowietrzający wg. następującego schematu:

W OBI kupiłem duży pojemnik (200l) do którego “cedziłem” wodę przez filtr RO. W ciągu doby byłem w stanie “odcedzić” koło 100l wody. Nie miałem warunków do wymiesznia 800l roztworu, więc prace wykonałem na raty. Do 100l wody na oko lałem pół baniaczka spirytusu. Sam proces napełniania i odpowietrzania podzieliłem sobie na 2 fazy. Najpierw pierwsza faza: po zmontowaniu “urządzenia odpowietrzająco-napełniającego” zamknąłem zawór 1, otworzyłem zawory 2 oraz 3, umieściłem pompę zanurzeniową na dnie 200l zbiornika, a następnie ją włączyłem (pompę kupiłem taką najtańszą do wody o mocy 600W, wygodniejsza by była o większej mocy). Pompę zanurzeniową wspomagałem też włączaniem obiegówki dolnego źródła. Płyn po paru minutach znikał ze zbiornika, gdy pojawiało się dno, przewoziłem pusty zbiornik na platforemce z rolkami (bardzo praktyczne do transportu ciężkich przedmiotów) pod filtr i włączałem filtrowanie – kapanie wody z RO. Następnego dnia był pełny, dolewałem rozcieńczalnika, mieszałem, wiozłem pojemnik pod kolektor, wrzucałem pompę i napełniałem kolektor dalej. Gdy kolektor był już prawie pełny pojawiła się faza druga – odpowietrzanie. W drugiej fazie duży zbiornik okazał się niezbyt praktyczny. Jako zbiornik na płyn wykorzystałem zwykłe wiadro budowlane o pojemności chyba ze 20l. Oczywiście czym większy zbiornik, tym łatwiej się odpowietrza układ. Do wiadra wrzuciłem pompę zanurzeniową, zalałem płynem, rurę wylotową z kolektora też umieściłem w wiadrze ale tak, by była jak najdalej od pompy – aby pompa zasysała jak najmniej baniek powietrza. Pompę dodatkowo umieściłem w ściętej butelce PET, żeby nie zasysała śmieci z dna wiadra (kawałków plastiku pozostałego pewnie po cięciu rur). Zalaną pompę włączyłem, i w miarę ubywania płynu z wiaderka, dolewałem kolejne porcje roztworu przygotowanego w dużym zbiorniku. W czasie odpowietrzania cyklicznie zakręcałem zawory na poszczególnych sekcjach tak, by jak największy strumień płynu wypłukiwał powietrze z jednej rury. Następnie zostawiałem otwartą kolejną sekcje, kolejną, kolejną itd. Sumarycznie zabawa trwała kilka godzin, aż z wylotu kolektora przestała lecieć piana i bańki powietrza. Wtedy odpowietrzanie uznałem za zakończone. Czerwoną linią zaznaczyłem to co do dziś zostało po “napełniaczu”, a więc 3 zawory, 2 trójniki i teraz 2 korki tkwiące w wylotach “odpowietrzacza”:

I w ten sposób dolne źródło zostało wykonane, podłączone i napełnione.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *